Najczęstsze błędy nowych menedżerów – i dlaczego nikt Cię przed nimi nie ostrzegł

Awans na menedżera to jeden z niewielu momentów w życiu zawodowym, gdy dostajesz nową rolę bez instrukcji obsługi. Nikt nie siada z Tobą i nie mówi: „Słuchaj, w ciągu najbliższych trzech miesięcy prawdopodobnie popełnisz te konkretne błędy. Oto jak ich uniknąć.”

Zamiast tego dostajesz nowy tytuł, może nowy laptop, gratulacje od zespołu i… ciszę.

To, co dzieje się potem, jest przewidywalne: nowi menedżerowie popełniają te same błędy – niezależnie od branży, wielkości firmy i osobowości. Nie dlatego, że są złymi liderami. Dlatego, że nikt ich przed nimi nie ostrzegł.

Oto cztery błędy, które widzę najczęściej:

3Triangles - Artykuł - Kobieta z lupą szuka odpowiedzi

Błąd 1: Wahadło – od ultra-miłego do kaktusa

Pierwsze tygodnie po awansie rządzą się żelazną logiką emocjonalną: chcesz udowodnić, że się nie zmieniłeś. Że wciąż jesteś „swój”. Przymykasz więc oko na spóźnienia, obracasz błędy w żart, unikasz trudnych rozmów. To naturalne – i to pierwszy błąd.

Bo w pewnym momencie coś pęka. Przychodzi pierwszy poważny problem w projekcie. Ktoś nie dowozi, klient dzwoni z reklamacją, wyniki za miesiąc są poniżej oczekiwań. I wtedy nowy menedżer, który przez trzy tygodnie był ultra-miły, nagle przeskakuje na drugi biegun – staje się kaktusem. Wytyka błędy, twardo rozlicza, jest niedostępny. I robi to z poczuciem winy, bo w środku drży, że właśnie zdradził kolegów.

To wahadło – od pobłażliwości do surowości i z powrotem – jest jednym z najbardziej wyczerpujących doświadczeń nowego menedżera. I jest w stu procentach przewidywalne, gdy brakuje jednej rzeczy: jasnych zasad gry.

Kiedy masz przed sobą dane i jasne kryteria oceny, nie mówisz kumplowi „zawaliłeś”. To fakty pokazują, gdzie jest luka. A potem razem z nim zastanawiasz się, jak ją załatać. Decyzja przestaje być personalna – staje się zawodowa. I wtedy znika to piekące poczucie bycia zdrajcą.

Wahadło zatrzymuje się nie przez zmianę osobowości, ale przez zbudowanie struktury, która zdejmuje z Ciebie ciężar bycia sędzią.


Błąd 2: Przejmowanie zadań od pracowników

Pracownik podchodzi do biurka i mówi: „Szefie, mam problem z raportem, nie wiem skąd wziąć te dane.” Co robisz?

Większość nowych menedżerów odpowiada: „Dobra, zostaw u mnie, zerknę po południu.”

To brzmi jak pomoc. W rzeczywistości to sabotaż własnego kalendarza.

W zarządzaniu funkcjonuje pojęcie „małpy na ramieniu” – każde zadanie to taka małpa, która siedzi na ramieniu osoby odpowiedzialnej za jego wykonanie. Kiedy mówisz „zostaw u mnie” – małpa jednym susem przeskakuje z ramienia pracownika na Twoje. I nagle to Ty masz kolejny obowiązek, a pracownik wychodzi z biura z wolnymi rękami i czeka, aż wykonasz za niego robotę.

Nowi menedżerowie wpadają w tę pułapkę z dwóch powodów. Po pierwsze – chcą być pomocni, bo tak są przyzwyczajeni z roli eksperta. Po drugie – zwyczajnie nie mają cierpliwości patrzeć, jak ktoś robi coś gorzej i wolniej niż oni sami.

Obydwa powody są zrozumiałe. Obydwa prowadzą do tego samego efektu: menedżer, który gromadzi u siebie decyzje i zadania całego zespołu, i który w pewnym momencie pracuje do 21:00, bo „bez niego wszystko staje”.

Rozwiązanie nie polega na byciu mniej pomocnym. Polega na zmianie formy pomocy. Zamiast przejmować zadanie, zapytaj: „Jak myślisz, co jest tu największą blokadą?” albo „Jakbyś to zrobił, gdybyś był na moim miejscu?”

To pytania, które oddają odpowiedzialność tam, gdzie powinna być, a także budują samodzielność.

Zasada jest prosta: pracownik, który przyszedł do Ciebie z problemem, powinien wyjść z tym samym problemem i z narzędziami do jego rozwiązania.


Błąd 3: Mikrozarządzanie jako mechanizm obronny

Mikrozarządzanie ma złą reputację. Większość menedżerów, gdy o nim słyszy, myśli: „To nie o mnie.” A potem co godzinę wysyła wiadomość z pytaniem „jak idzie?”, zatwierdza każdy drobiazg i sprawdza raporty, które absolutnie nie wymagają ich uwagi.

Tu jest ważna rzecz: mikrozarządzanie rzadko wynika z potrzeby kontroli dla samej kontroli. Najczęściej wynika z czegoś zupełnie innego – z braku danych.

Gdy nie masz jasnego obrazu tego, co się dzieje w zespole, zaczynasz zgadywać. A gdy zgadujesz, zaczynasz się bać. A przecież będąc menedżerem jesteś odpowiedzialny za wynik zespołu. I wtedy mikrozarządzanie wchodzi na pełnej – jako mechanizm obronny przed błędem i odpowiedzialnością.

Weźmy przykład. Adam był gwiazdą w swoim dziale. Dostał awans, bo był najlepszy. Kiedy został szefem, myślał, że musi wiedzieć wszystko. Każdy raport musiał przejść przez jego biurko. Każdy zakup osobiście zatwierdzał. Nie był dyktatorem – po prostu bał się, że jeśli odda choć kawałek kontroli, zostanie rozliczony z pierwszej wpadki zespołu.

Problem nie leżał w charakterze Adama. Leżał w architekturze jego decyzji – w braku jasnych zasad, które zadania wymagają jego uwagi, a które może spokojnie oddać.

Wyjście z mikrozarządzania zaczyna się od jednej zmiany: przestajesz „wierzyć” w pracownika, a zaczynasz opierać się na jego faktycznych kompetencjach. Gdy wiesz, w czym dany człowiek jest samodzielny, a gdzie potrzebuje wsparcia – wiesz też, gdzie możesz odpuścić kontrolę. I robisz to nie dlatego, że „ufasz” w romantycznym sensie tego słowa, ale dlatego, że masz dane.


Błąd 4: Widzenie tylko gwiazd i problemów

Zapytaj siebie szczerze: kto w zespole przykuwa Twoją uwagę?

Gwiazdy – głośne, widoczne, niezastąpione. Problemy – głośne z innego powodu.

Pomiędzy nimi jest reszta. Trzon. Ludzie, którzy po prostu robią swoją robotę, nie narzekają i nie zwracają na siebie uwagi. I właśnie dlatego łatwo ich zgubić.

To nie jest kwestia złej woli. Mózg zarządza uwagą jak zasobem – idzie tam, gdzie coś się dzieje. Cisza nie wzbudza zainteresowania. Pracownik, który rok w rok po prostu pracuje, przestaje być widoczny – dosłownie.

Problem pojawia się, gdy na tej niedostrzegalności opierasz decyzje kadrowe. Awansujesz intuicyjnie – tego, kto się wyróżnia, kto jest głośny, kto aktywnie zabiega o widoczność. Pomijasz tych, którzy stabilizują wynik i nie robią zamieszania.

A potem ktoś z tego cichego trzonu odchodzi. Dwa tygodnie później dzwoni kluczowy klient z pytaniem, czemu nikt nie odbiera. Bo nikt w zespole nie wiedział, że to była jego relacja. Nie twoja. Nie zespołu. Jego albo jej.

Decyzje kadrowe oparte na tym, co widzisz, a nie na tym, co jest – to jedno z najdroższych błędów nowego menedżera.

Rozwiązanie nie wymaga skomplikowanych narzędzi. Wymaga jednej zmiany nawyku: regularnego, świadomego przeglądu całego zespołu – nie tylko tych, którzy przykuli Twoją uwagę w tym tygodniu. Zadaj sobie pytanie o każdą osobę z osobna: co wiem o jej wynikach? Co wiem o jej potencjale? Czy mam to nazwane?

Nie po to, żeby kogoś etykietować. Po to, żebyś przestał zgadywać.

3Triangles - Artykuł - Kobieta rozgląda się w poszukiwaniu odpowiedzi

Co łączy te błędy nowych menedżerów?

Wahadło emocjonalne, przejmowanie zadań, mikrozarządzanie i ślepota na trzon zespołu wyglądają na cztery osobne problemy. Mają jednak jeden wspólny mianownik.

Każdy z nich to efekt zarządzania „na czuja” – na intuicji, przeczuciach, sympatiach i emocjach. Menedżer decyduje na podstawie tego, co akurat widzi i czuje, a brakuje mu twardego punktu oparcia: danych, jasnych zasad i kryteriów. Wahadło rozbujają emocje. Małpa przeskakuje na ramię, bo brakuje reguły, kto rozwiązuje problem. Mikrozarządzanie wchodzi tam, gdzie znika obraz sytuacji. Cichy trzon zespołu wypada z pola widzenia, bo uwagę przyciąga to, co głośne.

To są błędy systemu, który awansuje najlepszych ekspertów i zostawia ich samych sobie. Bez narzędzi, bez danych, bez kogoś, kto powie wprost: te błędy są przewidywalne i można je ominąć.

Zarządzanie to zawód, którego można się nauczyć. Wymaga tego samego, co Twoja poprzednia rola – czasu, praktyki i kogoś, kto pokaże Ci, jak robić to z głową.

Dobra wiadomość brzmi tak: świadomość to już połowa drogi. Jeśli rozpoznałeś siebie choćby w jednym z tych punktów, masz coś, czego wielu nowych menedżerów nie ma przez pierwsze miesiące – punkt odniesienia.

3Triangles - Artykuł - Mężczyzna z lampą naftową szuka rozwiązania

Jeśli właśnie przechodzisz przez tę zmianę i chcesz porozmawiać o tym, jak to zrobić lepiej i skuteczniej, to zapraszam:

Wojciech Pujanek
Wojciech Pujanek

Wojciech Pujanek – mentor menedżerów, twórca 3Triangles. 10 lat jako menedżer, zespoły do 70 osób. Dziś pracuję 1:1 z menedżerami, którzy chcą zarządzać świadomie.

Artykuły: 6